Do tego wpisu natchnęła mnie wypowiedź jednego turysty przebywającego obecnie w Tel Avivie, który dopytywany przez dziennikarza, o opiekę placówki dyplomatycznej, stwierdza, że jest ona niewystarczająca, a momentami nawet z niej kpił. Przecież opieka się należy! Oj natchnęło, więc się nie powstrzymuję, bo sprawa poważna, sprawa Waszego bezpieczeństwa i świadomości w podróży, która jest tu na blogu naszym priorytetem.
Gdy ruszasz w świat z biurem podróży, masz czuć bezpieczeństwo, jesteś zaopiekowany również w sytuacji zagrożenia życia czy zdrowia. Podczas wojen i konfliktów, loty czarterowe to jedne z pierwszych samolotów, które powrócą bezpiecznie do kraju. Najważniejsze jest to, że gdy trwa żywy konflikt, to tu żaden organizator legalnie działający po polskim rynku turystycznym nie wyruszy. Tak już jest i z tym nie ma co dyskutować. Gdy do konfliktu dochodzi nagle, organizator działa i organizuje powroty do kraju swoimi czarterami, które jest w stanie podstawić na już, gdy tylko otrzyma zgodę od siły wyższej. ! Nie ma się co obrażać, bo te właśnie samoloty czarterowe niejednokrotnie ratowały samozwańców, którym anulowano loty powrotne do kraju. Czy w przypadku takich wyjazdów zorganizowanych wszystko zawsze jest cacy? Nie! Ale z pewnością ciąży na Was mniejsza odpowiedzialność. Każdy bez wyjątku czy to z biurem podróży czy bez, powinien być świadomy swoich wyborów, swoich przywilejów i swoich obowiązków. Ruszając z punktu A do punktu B, sprawdzamy zagrożenie, sytuację polityczną, gospodarczą, kwestię łamania praw człowieka, kryzysów humanitarnych i wiele innych kwestii, które mają wpływ na święty spokój. Jedni będą sprawdzać dostępność diety bezglutenowej, drudzy dostęp do opieki medycznej, a jeszcze inni, gdzie nie spotkają żywej duszy na swoim szlaku. I każdy ma prawo! Każdy ma swoje potrzeby i wspaniale jest gdy są spełnione.
Gdy ruszasz w świat świadomie, znasz zagrożenia, znasz swoje obowiązki, znasz plan awaryjny, ewakuacyjny i w zasadzie znasz plan B, a nawet C. Gdy tego w Twoim planie nie ma, to wiedz , że zawaliłeś! Gdy ruszasz na tereny konfliktu zbrojnego i masz pretensje do swojego kraju o brak odpowiedniego wsparcia, to wiedz , że to nie jest świadome podróżowanie. To igranie z losem, proszenie się o porządnego guza, a pretensje… DO CAŁEGO ŚWIATA TYLKO NIE DO SIEBIE. To tak nie działa. Możesz pracować, podróżować, przebywać na misji. Nie ma to żadnego znaczenia. Wszystkie te aktywności powinny być podjęte świadomie. Gdy zerkniemy na stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych okaże się, że praktycznie cały świat jest w jakimś konflikcie. Są ostrzeżenia, zalecenia. MSZ odradza podróże do niektórych regionów, krajów i jest tego ogrom. Kwestia wiarygodności czy aktualizacji to inny temat i podjęłam go już tutaj na blogu, więc poszukajcie modlitwy do św. Rity Patronki od spraw beznadziejnych.
Dziś na tapet rzucam Izrael. Kraj, który od wieków w konflikcie wybitnym, a jednocześnie mekka dla podróżnych z religią i wiarą w tle. Mekka również dla odkrywców, archeologów, historyków. pielgrzymów. Mekka dla poszukujących zdrowia, bo Morze Martwe słynące z właściwości leczniczych przyciąga miliony spragnionych zdrowia. I wszystko super tylko co nam po zdrowiu, jak możemy stracić życie i to w kilka sekund? Obecnie temat Strefy Gazy i niehumanitarnych warunków nie daje nam spokoju, a patrzy na to cały świat. Czy jest humanitarna wojna? Nie ma… ale są takie, które budzą w naszym sercu przeogromne niezrozumienie.
Pamietam jak w 2010 roku ruszyliśmy eksplorować Izrael. I do dziś pamiętam jak niekomfortowo czułam się już na granicy, gdzie doświadczyłam pierwszej w życiu kontroli osobistej, uwierzcie była bardzo osobista, a moje przerażenie sięgnęło zenitu. Pierwszy raz w życiu krocząc śladami świętości czułam lęk, strach, ogromny niepokój. To moje subiektywne odczucia, na widok uzbrojonych mundurowych , na każdym rogu kamiennych uliczek, którymi ponoć kroczył sam Jezus. Niefortunnie trafiliśmy również na ćwiczenia, które imitowały zamach terrorystyczny… Ranni na ulicach, krew dookoła, zamieszanie, wystrzały, krzyki… Tak ! To wszystko działo się podczas naszej wycieczki, która nieświadoma ćwiczeń stała się jej epicentrum. Zanim zrozumieliśmy, że to ćwiczenia, najedliśmy się porządnego strachu i nazywam to najdelikatniej jak to możliwe. Minęło 15 lat, zatem odczucia dziś są spokojniejsze, ale wtedy były cholernie niewygodne. Ściana płaczu z podziałem na „parytety”, tłumy, turystyka, która sprawiła, że wiedzieliśmy, że to nie jest nasz kierunek, że to nie nasza bajka i takiej turystyki nie chcemy czynić. Byłam nieświadomym turystą i przedsiębiorcą w branży, ale powoli otwierały mi się oczy. W podróży nie zawsze musi być wygodnie, czasem bywa ekstremalnie, ale jeśli mam wybór, jeśli wiem o zagrożeniu , jeśli zdaję sobie sprawę z faktu, że za chwilę z ćwiczeń może dojść do realnej sytuacji, w której nie będzie aktorów, to wybieram SPOKÓJ! Tak już mam. Mimo wszystko doświadczyłam w swoim życiu bardzo szalonych historii i niczego nie żałuję. Zdradzę Wam po cichu, że gdy słyszę, że ktoś ma marzenia ruszyć na Bliski Wschód, tu gdzie giną ludzie, gdzie prawa człowieka to mit, tu gdzie ludzie umierają z głodu, a pomoc humanitarna jest na wagę złota to mam ciary. Mam też niepokój , bo to potrzeba ego, potrzeba doświadczania tego czego zwykły śmiertelnik nie doświadczy. To potrzeba udowodnienia światu, że ja potrafię. Nie mam takiej potrzeby i jestem za to wdzięczna. I dziś słyszę, że obywatel Polski jest zawiedziony pomocą ze strony RP, bo w komunikacie o ewakuacji czyta, że nie powróci do domu bezpośrednio samolotem, a najpierw autokarem do najbliższego bezpiecznego lotniska. Obywatel RP , który liczył na zapewne na prywatnego jeta. Obywatel RP, ma zdziwienie, że nie można zabrać ze sobą zwierząt i wielkich walizek, bo zapotrzebowanie na powroty obywateli jest duże. Wiem, że niejedno zwierze ma więcej serca i rozumu niż człowiek, ale te zasady na planecie Ziemia takie właśnie są. Pretensje o jazdę autokarem zamiast samolotem gdy na Tel Aviv lecą bomby, a przestrzeń powietrzna została zamknięta do odwołania? Pretensje o chaos, o znikome informacje, o brak konkretnych dat. Pretensje o to, że koszt być może trzeba będzie pokryć z własnej kieszeni! Oczywiście! Jeśli liczysz na pomoc kogokolwiek, a w danym miejscu znajdujesz się dobrowolnie i na własną rękę, to nie jest to bez kosztu! Nie oczekuj prywatnych samolotów, cateringu na pokładzie, klasy biznes i powiadomienia w kalendarzu google, o której Twój samolot. Nie zostanie przydzielony concierge, ani fast track, bo to sytuacja WYJĄTKOWA, NADZWYCZAJNA, ZAGRAŻAJĄCA TWOJEMU ŻYCIU I ZDROWIU. Tu nie ma czasu na narzekanie w TV, tu jest czas na wspieranie siebie i swojej społeczności, z którą dzielisz niedolę. To czas na słuchanie komunikatów i to cierpliwe, bo zadawanie kolejnych pytań i pretensje to dodatkowy chaos i szum informacyjny. To czas na rachunek sumienia, a może na nowy kierunek w życiu, a nie medialne wystąpienia, które sprawiają, że Ci którzy potrzebują teraz wsparcia, dostają jeszcze większy strach. To czas na wdzięczność za ciepły kąt, dostęp do wody pilnej, możliwość kontaktu ze światem przez wifi i telefon.
Ktoś może zauważy, że ostrzeżenia dla podróżnych tyczą się popularnego Egiptu, Turcji, a wciąż to kierunki bijące rekordy popularności. Gdy zerknięcie na problemy i z czego wynikają komunikaty MSZ sytuacja diametralnie się zmienia. Tu nie ma miejsca na ogólniki, tu diabeł tkwi w szczegółach. Lubimy Izrael wrzucić do jednego wora z Turcją i Egiptem, ale tym samym wrzucamy się do worka tych, co nie uważali na lekcjach geografii. Izrael jest 35 raza mniejszy od Turcji i 46 razy mniejszy od Egiptu. Ma to ogromne znaczenie, ale to nie lekcja logicznego myślenia, to wpis o świadomości podczas zagrożenia. Gdy przebywasz na wakacjach lub w podróży bez względu na jej charakter, na terenie kraju, który nie jest objęty konfliktem, a jest sąsiadem konfliktu zachowaj czujność, ale nie wprowadzaj paniki! Nie blokuj telefonów ambasad, bo te mają priorytety, a ty właśnie utrudniasz komunikację. Nie masz komunikatów od organizatora, ambasady, czy lokalnych władz? Sprawa Ciebie nie dotyczy. Nie bądź egoistą w podróży, zerkaj na sytuację z szerokiej perspektywy, a nie tylko ze swojej.
Codziennie na planecie Ziemia dochodzi do morderstw, zamachów, pożarów, powodzi, aktów terroru, wypadków, gwałtów. Do tych sytuacji dochodzi również w miejscach, które na stronie MSZ są uznawane za utra bezpieczne. Przypominam również, że za naszą wschodnia granicą od kilku lat toczy się codzienna batalia, giną niewinni ludzie, a życie kilka kilometrów dalej toczy się własnym torem. Taka jest ta rzeczywistość. Obojętniejemy i nie dlatego, że obce nam są emocje współczucia, niesprawiedliwości. Obojętniejemy, bo jest tego tak dużo i wszędzie. Obojętniejemy, bo przecież załatwią to za nas. Obojętniejemy, bo nam się należy wygoda i pomoc. Obojętniejemy bo jesteśmy nieśmiertelni… Ale czy na pewno?

Pragnę przypomnieć, że większość Towarzystw Ubezpieczeniowych, które otaczają ochroną podczas podróży, umywa ręce od zagrożeń związanych z konfliktami wojennymi. Polecam poczytać warunki ubezpieczenia bez względu na polisę, jej zakres czy miejsce wykupu. Taki mały szczegół, który może mieć znaczenie.
Przed podróżą zapisz telefony alarmowe, telefony do najbliższej placówki dyplomatycznej i do przyjaciela, bo może być pomocny bardziej niż niejedna ambasada. Nie blokuj linii alarmowej gdy sprawa Ciebie bezpośrednio nie dotyczy. Nie czyń szumu i afer medialnych, bo przyczyniasz się do szerzenia strachu i dezinformacji. Jeśli twoja sytuacja jest dramatyczna z pewnością nie masz czasu na wywiady, instastories czy inne dokumentalne kadry na YouTube.
Nasze decyzje mają wpływ na nasz święty spokój w ogromnej mierze. Jeśli myślisz inaczej, moje słowa z dzisiejszego wpisu widocznie miały za małą moc. A dla tych , którzy wierzą w moc mojego słowa, życzę spokojnych i świadomych podróży.
No to cześć!
Wasi doradcy świadomych podróży

ps. okładka wpisu wygenerowana przy pomocy AI.

