Są takie daty w naszym kalendarzu, do których odliczamy namiętnie dni. Lipiec to nasz sezon letni w pełni i wydawać by się mogło, że nie wychodzimy z biura. Nic bardziej mylnego! LATO należy się od czasu do czasu i nam – doradcom podróży z krwi i kości 🙂
Gdy pomyślę LATO, pierwsza myśl jaka mi się nasuwa to wakacje u dziadków na wsi za dzieciaka, dawno dawno temu. Dziadków już nie ma tu na ziemi, ale w sercu są niezmiennie. To właśnie polskie lato daje nam poczucie niebywałego spełnienia , wspomnień, utulenia do kwadratu. Poczucie wolności gdy możemy boso biegać przez tydzień i nie zastanawiać się jaki mamy dzień tygodnia. Smak placków ziemniaczanych, mizerii, poziomek i słonecznika. Zapach skoszonej łąki, asfaltowej drogi po burzy. Takie warunki czyni nam Festiwal Wibracje, powrót do tego lata, które mamy w sercu zadomowione na zawsze. Niby nic nadzwyczajnego, ale dla nas ludzi z miasta wychowanych w bloku, to wybitny przywilej.
Opowiem Wam dziś moją historię z festiwalem w tle i nie będzie to zwyczajny wpis na bloga, a przewrotnie postanowiłam uczynić coś więcej, bo czuję w tej materii odpowiedzialną misję. Kto ciekawy ten doczyta. To wpis dla tych, którzy lubią sobie ocenić wydarzenie po kilku kadrach z instagrama. To wpis dla tych, którzy nie wiedzą co to za festiwal. To wpis dla tych, co lubią doświadczać i mieć swoje własne zdanie, a nie cudze, zapożyczone. To wpis dla tych, którzy podążają ścieżką znaków, wierzą w energię i jej potężną moc. To wpis dla otwartych na inne perspektywy, niekoniecznie wygodne.

Co to za sekta i kto jest naszym guru?
W 2021 roku przybyłam tu po raz pierwszy z siostrą, która po ścieżce rozwoju duchowego kroczyła już bardzo swobodnie. Gdyby nie ona na festiwal z pewnością bym nie trafiła w tym czasie. Festiwalowy VIBE nie był mi obcy, bo od wielu lat bywałam na największych festiwalach muzycznych w Polsce i nie tylko. Byłam pewna, że ruszam na kolejny… Ależ się zdziwiłam 🙂 Miałam już doświadczenie z jogą, medytacją, zatrzymaniem, wypaleniem zawodowym i takimi tam historiami, które dają do myślenia i wymuszają nieco zmiany i pracę z przekonaniami, przeszłością. Poszukiwałam, doświadczałam, smakowałam metod i narzędzi i coś kiełkowało, ale w zasadzie co? Pojawił się też COVID, który był naszym czasem istnej rewolucji i po raz pierwszy w życiu zrozumieliśmy, że już nie chcemy tak żyć jak do tej pory. W tym czasie zmieniło się wszystko! Człowiek, który szuka potrafi się zaplątać i to nieźle, a źle poprowadzony może doświadczyć jeszcze większego zagubienia. Mieliśmy w tym czasie cholernie dużo szczęścia, bo na naszej drodze stawali świadomi i odpowiedzialni ludzie, którym ufamy do dziś i którzy byli wspaniałymi przewodnikami w tej podróży. To ważne w tej historii.
To był mój pierwszy festiwal świadomości. Pierwszy raz witałam się z ludźmi przytulasem, a nie ręką na formalnym, wyprostowanym łokciu ze wzrokiem w podłodze. Uczyłam się tej sztuki chwilkę, zanim weszło w krew, a krępacja opuściła me ciało na dobre. Byłam zupełnie nieświadoma gdzie przybyłam, co mnie czeka, a do tego z bagażem oceny, który nie pozwalał mi poluzować gumy w gaciach. Gdyby ktoś mi powiedział, że będę aktywnym uczestnikiem warsztatów tantrycznych trzy lata później, to bym w to nie uwierzyła, w zasadzie do dziś mam podziw do siebie i Grzegorza, że mimo oporów, cholernych stereotypów, spróbowaliśmy! To była jedna z najlepszych decyzji w naszym związki. Ale dziś nie o tym, choć strefa Tantry z wielką przyjemnością jest przez nas odwiedzana na festiwalu i nie obawiajcie się, nie ma tu dzikich orgii, choć niejedna wyobraźnia pewnie to już sobie wyreżyserowała 🙂 Tantra nie jest o tym. Mieliśmy ogromny przywilej uczyć się od najlepszych nauczycieli na wielu warsztatach i dało nam to poczucie ogromnego bezpieczeństwa, a jednocześnie bezcenną wiedzę. Mimo wszystko, już wtedy wydawało mi się, że jestem najbardziej wyluzowaną i świadomą Izą na planecie Ziemia i tak byłam postrzegana przez wielu tu obecnych. Nie dość , że sama czułam się oceniana stale, co blokowało mnie w jakimkolwiek kroku na przód, to jeszcze sama byłam wybitnym oceniaczem sytuacji wszelakich. Pamietam rozpoczęcie festiwalu i wydarzenie, które zostanie ze mną na zawsze. Otwarcie festiwalu pod główną sceną z niejaką Anną Sierpowską. Nic mi wtedy to nazwisko nie mówiło, jedyne co widziałam to „dziwnych ludzi” , którzy odlecieli w swoich procesach tanecznych.
Pierwsza myśl „co ja tutaj robię!”.
Druga myśl „cholera! ja im zazdroszczę tego luzu w zasadzie, też bym tak chciała tańczyć bez krępacji, przecież kocham tańczyć, ale ten wstyd!” …

Uwierzcie, tańczyłam w myślach i nie było tam żadnych ograniczeń. Prowadzenie Anny Sierpowskiej do niesamowitych setów muzycznych, doprowadziło mnie w rezultacie do tego, że ja introwertyczka z krwi i kości, która na tłum nie reagowała euforią, wyszłam z myśli i po drugiej godzinie movement medicine byłam epicentrum tłumu i falowałam z nim, niczym JEDNOŚĆ. Czułam, że nie istnieje NIC, a jednocześnie istnieje wszystko. Co jest ważne i to bardzo! Byłam absolutnie trzeźwa, bez wspomagaczy i innych dopalaczy. Mimo, że w bagażniku garbusa przywiozłam pokaźny arsenał prosecco , to był to pierwszy festiwal gdzie zrozumiałam, że aby się wspaniale bawić z ludźmi i ze sobą, nie muszę się oszukiwać procentami. I to właśnie jest taki festiwal ŚWIADOMY, NA TRZEŹWO, BEZ SPONSORÓW Z ALKOHOLEM W TLE. Wbrew wyobrażeniom wielu Festiwal Wibracje nie potrzebuje wspomagaczy!

To zaskakujące otwarcie jest ze mną do dziś, a ta fota mi o tym przypomina. Nie znam autora zdjęcia, ale wiem jedno, złapałeś/aś historyczny moment w 2021 roku!!!! Jestem na nim ja z siostrą i nasze katharsis. Movement Medicine zostało z nami, a na festiwalu smakuje wybitnie! Kto choć raz przeżył ten stan z udziałem Anny Sierpowskiej ten wie. Dodam jeszcze, że miałam okazje uczestniczyć w wielu warsztatach z movement medicine i cholernie istotne jest kto czyni prowadzenie, jaką energię przekazuje, jak dba o przestrzeń i uczestników. Anna Sierpowska jest w tym niekwestionowaną mistrzynią i choć zapewne sama tak o sobie nie powie, to ja czynię to z przyjemnością.

Czujesz totalne połączenie ze sobą, z naturą, masz niekiedy wstręt do konsumpcjonizmu, bo nagle zaczynasz rozumieć jak bardzo jesteśmy źli dla planety, dla ludzi, dla siebie. Zaczynasz czuć emocje, zaczynasz CZUĆ! i nie wstydzisz się tego. Nie krępuje Cię ruch Twojej ręki, nogi, głowy, odkrywasz się z zupełnie innej strony. Zaczynasz mieć wdzięczność i szacunek do tego ciała, które nie raz zaniedbałaś/eś, nie szanowałaś/eś, nie traktowałaś/eś poważnie. Możesz przetańczyć trzy godziny z zamkniętymi oczami, jednocześnie będąc tak bardzo obecnym jak nigdy dotąd.
Wkraczając w świat Wibracji nasłuchaliśmy się o sektach, szarlatanach i pełną czapę czyhających zagrożeń. Te opinie zawsze bez wyjątku pochodziły od osób nie pytanych, które ani razu tu nie dotarły. Temat sekt nie jest nam obcy, w zasadzie lubimy zgłębiać to zjawisko, lubimy wiedzieć jak wygląda manipulacja, pranie mózgu, aby nie dać się pochłonąć przez sprytnego guru. Nie jesteśmy ludźmi New Age, choć niejeden tak pomyślał. Nie mamy Wam tego za złe. Wiele dobra kryje się w tym nurcie, ale więcej nas różni niż łączy. Wiele narzędzi stosowanych przez Nurt New Age stosujemy na codzień, ale czy praktyka medytacji świadczy o przynależności do New Age? Nie 🙂 Poczytajcie skąd wywodzi się medytacja lovingkindness, vipassana, którą praktykujemy i czy jest to wymysł New Age? To temat na inne pogaduchy. Przypominam, że bez względu na miejsce i czas, istnieje ryzyko, że poznasz kogoś kto Cię skrzywdzi, oszuka, będzie chciał zarobić cwanym sposobem, wciągnąć na ciemną stronę mocy. Może to być praca, szkoła, kościół, kółko różańcowe czy przyjaciółka. Jeśli jednak z takim nastawieniem podchodzisz do sprawy, to nigdy nie zaufasz, nigdy nie spróbujesz, nigdy nie doświadczysz.
Sami nie sprawdzimy , ale ocenimy 🙂 Sami nie doświadczymy, ale wystawimy opinię 🙂 Ja mam na odwrót 🙂 Spróbuję, doświadczę, przetestuję i podzielę się opinią, gdy mnie o nią pytają. Pytaliście nie raz , nie dwa, a w krótkich postach na fb czy insta zostawiłam skrawek spostrzeżeń na przestrzeni ostatnich lat. Dziś jest obszerniej. Są to nasze doświadczenia, niczyje inne.
Jesteśmy użytkownikami tego świata, którzy od lat zgłębiają temat szeroko pojętego rozwoju duchowego, osobistego. Podróżujemy po świecie, a nie tylko po swoim podwórku. Widzimy ogromne zagrożenia i ogromne szanse. Nie podniecamy się z zasady, bo za rogiem czekają wielkie rozczarowania. Obserwujemy, uskuteczniamy szeroki research, sprawdzamy, testujemy, czasem mówimy „TO DLA NAS”, a czasem mówimy „PASS”. Wszystko jest dla ludzi mawiają. My jesteśmy zdania, że nie wszystko jest dla nas, bo znamy już swoje potrzeby. W Polsce jest ogrom festiwali z duchowym rozwojem w tle. Ten rozwój potrafi być bardzo zgubny. Samo słowo rozwój, stawia Cię gdzieś ponad pozostałych, a to znak, że wkraczasz w kolejny system… EGO DUCHOWEGO… U mnie największy rozwój dział się wtedy gdy nie robiłam nic, gdy odpuściłam, gdy zdjęłam buty i poszłam pobiegać po trawie boso i dziś może brzmi to jak tania opowiastka, ale mam to absolutnie w dupie 🙂 Przestałam dopatrywać się rozwoju w warsztatach, kolejnych kursach, webinarach, certyfikatach. One o niczym nie świadczą. Dla mnie nie jest ważny dyplom, liczy się efekt mojej pracy, liczy się droga jaką przeszłam i to czy czuję spełnienie. Cóż mi po czerwonych paskach na dyplomach, jak dziś czynię w życiu zupełnie co innego niż to, za co dostawałam celujący.
Mój rozwój czuję wtedy, gdy mam w sobie spokój, a ten zadomowił się we mnie wybitnie i dogadujemy się jak nigdy, a dodatkowo wiemy jak o siebie zadbać! To jest mój rozwój, to jest moja zmiana. Festiwal był idealnym środowiskiem do poszerzenia perspektywy, do wysłuchania ludzi z innych światów, innych dziedzin niż ta, w której żyję na codzień. Festiwal pokazał mi jak bardzo jestem zamknięta na nowe, a jak bardzo otwarta wciąż na stare, które już nie służy. Pokazał , że mogę połączyć świat konwencjonalny z tym niekonwencjonalnym i może to być wspaniały mix. Pokazał mi , że NATURA TO POTEGA, a podważanie jej mocy jest zwykłą ignorancją. Miałam okazję spotkać ulubioną autorkę książek rozwojowych, wspaniałych podróżników, naukowców, pionierów w nauce. Miałam okazję posłuchać tych, którzy wprowadzili spokój do swojego życia i jak tego dokonali. Miałam okazję odkryć, że w głowie możesz mieć porządek, ale ciało nie zapomina i nie warto oddzielać jednego od drugiego, choćby brzmiało to jak anielski bełkot. Tego nie dowiedziałam się od swojego terapeuty, a szkoda, bo to połączenie dało wspaniały rezultat. Musiałam doświadczyć, aby się przekonać. W tym świecie znajdziesz osoby kontrowersyjne, które nie boją się głośno mówić jak jest, albo jak nie jest. To czasem wizjonerzy, a czasem pionierzy. Ale wiesz , że jak w każdym świecie to czasem mocno zagubieni ludzie, wciąż szukający poklasku, uwagi, siebie. To nic nadzwyczajnego nawet w świecie „przebudzonych”. Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora. Nie oceniaj setek tysięcy ludzi przez pryzmat jednej duszy. Nie oceniaj wszystkich doradców podróży przez pryzmat Lastowiczów 🙂 Nie jesteśmy kopią kogokolwiek, wybraliśmy inaczej. Wybraliśmy BYĆ SOBĄ!

Ale uwaga! jest kilka pułapek, a niektóre z nich takie oczywiste, ignorowane i to przez wydawałoby się świadomych ludzi.
Po pierwsze czy kiedykolwiek sprawdziłeś organizatora? Pomyślisz: „ta znowu o tej legalności…” A ja znów odpowiem: to podstawa! i wiesz dlaczego? Jeśli ktoś nieupoważniony, nieprzygotowany, nielegalny, czyni festiwal świadomości, to wiedz, że nie robi tego dla Ciebie, dla ludzkości, tylko dla samego siebie, dla zysku, dla hajsu. Z pewnością nie zerka na prelegentów, jakość przekazu. Twoje bezpieczeństwo jest na szarym końcu.
Sprawdź organizatora! Gwarantuję Ci, że uczyni to kilka osób na kilkanaście tysięcy, a szkoda! Samo sprawdzenie organizatora daje Ci już jakiś pogląd na temat. Może być wskazówką, znakiem ostrzegawczym. Ostatnio prześwietliłam sobie kilka festiwali nazywanych przewrotnie świadomościowymi, przebudzenia, mocy czy boskiej miłości. Sprawdziłam kilku współczesnych „guru”, mówców motywacyjnych, coachów, nauczycieli duchowych. W zasadzie nie byłam zaskoczona, gdy okazało się, że organizatorem jest często firma krzak, nieznany importer badziewia z Chin, czy samozwańcy, którzy nauczyli się grać na misach tybetańskich, a teraz grzebią w podświadomości zagubionym duszom, które błądzą w przebodźcowanym świecie. Niektórzy z nich mogą pochwalić się niechlubną opinią w sieci, nadużyciami, nieprawidłowościami w prowadzeniu innych, w pełnym tego słowa znaczeniu. Niektórzy nie istnieją w sieci, a podczas próby weryfikacji otrzymujesz bana, lub atak, który nie pasuje do nauczyciela tantry, medytacji czy przewodnika duchowego. To daje do myślenia. Ale fakt! Taki to świat, wystarczy wkleić sobie certyfikat stworzony przez AI na www i jesteś SPECJALISTĄ. Dlatego ta uważność to nie po to, żeby sobie głowę zawracać, tylko aby spokojnie sobie żyć. To podpowiedź również dla artystów, prelegentów, wystawców, punktów gastro. Zerkajcie z kim wchodzicie we współprace, z kim podpisujecie pakt, bo być może z diabłem.

Wasze sygnały o niebezpiecznych praktykach „duchowych” zasypały nas po moim tegorocznym wpisie o turystyce szamańskiej. Człowiek nie jest świadomy zagrożeń, a czasem skala potrafi porazić. To, że pomogło mi nie znaczy, że pomoże Tobie.
Czy wiesz, że niektóre festiwale, kręgi, weekendy mocy, nawet nie zostały zgłoszone formalnie? Wystarczy, że czynisz to zarobkowo i już podlegasz pod pewne zasady. Czy wiesz, że trzeba spełnić warunki bezpieczeństwa, sanitarne, przeciwpożarowe, organizacyjne, bez których taki festiwal nie może się odbyć? A co tam! Jesteśmy już tak połączeni z naturą, że wystarczy kawałek łąki i heja z festiwalem, kto nam zabroni? Czy legalność świadczy o wartości? NIE! Ale jest sygnałem, że ktoś czyni to z uwagą skierowaną na odbiorcę, a może na sprytny zysk poza systemem. Na świecie duchowym zarabia się miliardy dolarów, a branża mindfulness należy do najbardziej dochodowych i rozwojowych dziedzin życia publicznego. Warto to wiedzieć.

Jako przedsiębiorca od 18 lat płacę podatki, vaty, zusy, opłacam coroczną polisę ubezpieczeniową jako organizator podróży, mam sprawdzany majątek, zabezpieczenia finansowe. Podlegam pod prawo, pod formalne wymogi, dzięki którym nasi turyści mogą podróżować bezpiecznie, bo są zabezpieczeni i chronieni z każdej formalnej strony. To ważne, bo bez tego taki turysta NIE ISTNIEJE, nie ma go, nie ma praw, nie należy mu się pomoc. Czuję odpowiedzialność, czuję obowiązek, czuję przywilej bycia doradcą podróży. Jeśli jesteś doradcą życia, zmian, rewolucji warto abyś prowadził swoich klientów zgodnie nie tylko z boginią Shakti, ale także z prawem kraju, w którym świadczysz usługi. To takie bycie fair, działanie w prawdzie i na prawie wobec swojej społeczności.
UWAŻAJCIE! Praca z podświadomością z psychiką to niebezpieczny grunt. To delikatna materia, którą łatwo manipulować, którą łatwo zaczarować i ukochać szczególnie gdy jest w czarnej dupie. Weryfikuj w czyje ręce się oddajesz! W tym środowisku spotyka się masa poszukiwaczy, ludzi którzy chcą coś zmienić, którzy czują niewygodę, którzy nie pasują do systemu. Gdy znajdziesz sprzymierzeńca czujesz, że nie jesteś sam, jesteś zrozumiany i czasem tracisz czujność, a za tym może kryć się pierońska pułapka. W świecie duchowości niestety pieniądz rządzi się swoimi prawami. Uleczysz jedną sferę, znajdzie się kolejna do uzdrowienia. Metoda z czakrami nie zadziałała, a to może hipnoza? Uzdrawianie dźwiękiem? a może masaż tantryczny? To wszystko potrafi być zbawienne! Ale sprawdzaj, pytaj, nie wierz we wszystko i każdemu. Często skrzywdzona dusza bez przygotowania psychologicznego, czy jakiegokolwiek, zaczyna prowadzić inne zbłąkane dusze, bo uwaga… przeszła tą drogę! Super! z pewnością nie jesteście w tym sami, ale czy ktokolwiek weźmie odpowiedzialność za Ciebie? Czy osoba, która Cię prowadzi wie jak zachować się gdy dopadną Cię stany lękowe, lub dół jakiego nie spodziewasz się podczas grzebania w starych śmieciach? Czy osoba, która próbuje naprawiać Twoje życie, choć raz spytała Cię o zdrowie? O twój stan psychiczny, przebyte choroby, przyjmowane leki?

Czy wiesz czym różni się terapia, od coachingu czy mentoringu? Czy wiesz kiedy przekraczane są granice między nauczycielem, a uczniem? Kiedy chodzi tylko o pieniądze, a kiedy Twoje dobro to priorytet? Narzędzia w tym świecie potrafią zdziałać cuda, ale narzędzia w rękach nieodpowiednich ludzi, czynią okrutną krzywdę. Nie ma jednej metody na SZCZĘŚCIE, ZDROWIE, FINANSE, POMYŚLNOŚĆ I MIŁOŚĆ! A jeśli ktoś Cię zapewnia o takowej to uciekaj i to szybko. Holistyczne zaopiekowanie się ciałem, duszą, głową, dietą, Twoją historią. Kompleksowo z porządnym wywiadem, bez pominięcia czegokolwiek. Zwróć uwagę ile trwa Twoja droga? Czy chcesz wciąż tkwić w rozwoju? Czy to rozwój, a może uzależnienie? Czy to chęć zmiany, a może chęć przynależności do społeczności? Czy to potrzeba serca, a może zwyczajna moda? Warto na te pytania od czasu do czasu sobie odpowiedzieć.
Musiałam! Lubię być wobec Was fair, a bycie krytycznym, również do tego świata w którym tkwimy, jest ważne, aby nie zatracić się w pięknej drodze do siebie. Czy to festiwal , czy niewinny krąg kobiet, czy webinar on-line polecony przez kumpelę. Nie ma to znaczenia. Najważniejsze jest Twoje bezpieczeństwo, Twoje dobro, Twoje zdrowie. Nie bój się mówić STOP, nawet gdy ktoś krzywo na Ciebie popatrzy. Wibracje mają się zgadzać nie tylko na festiwalu! Jak nie wibruje to odpuść. Tu wiele odbywa się na zasadzie zaufania, to potrzebne, bo nie masz absolutnie żadnej gwarancji, że dana metoda jest dla Ciebie. Nie masz żadnej gwarancji, że będziesz zadowolony. Masz gwarancję, że doświadczysz! a czego? To się okaże.
Dla kogo nie jest FESTIWAL WIBRACJE?
Wibracje są dla wszystkich! Czy wszyscy poczują się tu wygodnie? Festiwal Wibracje będzie niewygodny dla tych, którzy dostrzegają wady w deszczu, czy w za dużym słońcu, w publicznej toalecie czasem z zimną wodą, w spaniu pod namiotem, w braku zasięgu. Wibracje nie są wygodne dla ludzi , którzy krytycznie patrzą na wszystko i wszystkich. Jeśli taki ktoś się tu pojawia, albo nie dźwignie wydarzenia i wróci szybciej niż przybył, albo dostrzeże nowe możliwości i zmierzy się ze sobą w nowym wymiarze wibracji. Jeśli wierzysz tylko w teorie spiskowe, albo nie dopuszczasz innej prawdy jak tej nauczonej w domu, to możesz mieć zdziwko. Jeśli nie wierzysz w moc dźwięku, słowa, w moc społeczności, w moc natury, nauki… no cóż nie będzie Ci tu wygodnie.

Dla kogo jest FESTIWAL?
Jeśli nie pasuje do Ciebie opis powyżej , to znaczy, że jesteś częścią WIBRACJI.
To miejsce gdzie wyrażanie siebie jest niebywale proste, tu nic nie musisz udawać, a spakowane maski możesz zostawić w bagażniku auta, bo i tak nie będzie czasu na ich przybranie.
Na festiwal przybywają całe rodziny z dzieciakami w każdym wieku, przez co miano festiwalu rodzinnego w cale nie jest tu naciągane. Strefy dla najmłodszych , które wspaniale integrują z naturą, z logicznym myśleniem, z drugim człowiekiem. Odciągają od internetów, bo internety tu nie docierają. W pierwszym roku mojego festiwalu, uzależnienie od kilku kresek zasięgu doprowadzało mnie do nerwicy. Dziś jadę z pełną akceptacją, że internetów nie będzie i traktuję to jak wybitny dar od losu. W zasadzie to jedyny taki czas w roku, kiedy robię sobie tygodniową przerwę od internetów i wciąż żyję 🙂 To festiwal dla każdego wyznania, rasy, koloru, orientacji. Bo gdy zdasz sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy JEDNOŚCIĄ, to masz poczucie JEDNOŚCI i nie potrzebujesz się wywyższać, czy obniżać swojej wartości tylko po to aby ktoś poczuł się lepiej. Nie ma tu podziałów, no chyba że na strefy, ale to dla ogólnego dobra i porządku 🙂

Porównując festiwale w wielu aspektach takich jak: wartość i różnorodność warsztatowa, prelegenci, muzyka, strefy sanitarne, strefy gastronomiczne, strefy zakupowe (tak tu wyłapuje perełki do stylizacji, ale cicho sza), a także stosunek jakości do ceny , doświadczenie organizatorów, WIBRACJE SĄ NUMEREM JEDEN. Jeśli nie wierzysz mi na słowo, to może jesteś z pokolenia AI i uwierzysz w stworzony przez sztuczną inteligencję schemat porównawczy 🙂


To kilka dni z dala od bodźców codzienności.
Program z roku na rok jest bogatszy, bardziej rozbudowany, a my z roku na rok czujemy, że nie potrzebujemy więcej treści, potrzebujemy po prostu sobie z tą społecznością pobyć. Nasz ulubiony Latający Dywan, w którym przesiadujemy wieczorami popijając CHAI MASALA i tańcząc do rytmów jakie nam w duszy grają. Ten festiwal tworzą ludzie!


Tu macie rozpisany punkt po punkcie w poszczególnych strefach. Dla mnie bardzo wygodna forma planowania dnia. Wiem w czym chce uczestniczyć, a co mogę sobie podarować. Wiem kiedy będę tańczyć godzinami, a gdzie złapię oddech na macie pod drzewem w cieniu. Wiem kto do mnie woła, a kogo będę omijać, bo nie zawibrowało.
NAWIGATOR CZYLI PROGRAM WIBRACJI Z PODZIAŁEM NA STREFY

Był taki jeden rok, kiedy mieliśmy potrzebę po prostu sobie nie czynić żadnego planu. Gdzie nas poniosło tam poszliśmy. Lał soczysty deszcz, waliły pioruny jak wściekłe, a my mieliśmy najlepszy czas jaki mogliśmy sobie wymarzyć. Niesamowitym przywilejem jest to, że jako małżeństwo z prawie 20 letnim stażem jesteśmy w tym razem. Mój pierwszy raz z festiwalem był bez Grzegorza i pomyślałam sobie , cholera… a co będzie jak nam się to teraz rozjedzie? Nie rozjechało! bo rozmawiamy, bo dzielimy się odkryciami, bo używamy podobnych narzędzi w naszej codzienności, które poprawiają naszą jakość życia. Widzimy niewiarygodny postęp i zmiany jakie zachodzą w nas. Dzięki diametralnej zmianie naszego trybu życia, naszych przekonań, schematów myślowych, fundujemy sobie całkiem nowe życie. Skok do innego środowiska, innego myślenia, innej rzeczywistości daje zupełnie inną perspektywę. Nasza wciąż jest fajna, ale nie jest już płaska jak kiedyś. Nigdy nie byliśmy tak zdrowi jak dziś, nigdy nie byliśmy tak szczęśliwi jak dziś, nigdy nie byliśmy tak spokojni jak dziś. To nie jest zasługa tylko festiwalu. To codzienna praca, praktyka, systematyczność, ale taka od serca, a nie z przymusu. Wiemy co nam służy i to też czynimy. Na szczęście w tym duchowym świecie oprócz zagubionych dusz, są też zajebiście szczęśliwe, spełnione, kochające, otwarte na drugiego człowieka. Ten misz masz sprawia, że jest balans.

Co dla nas niezmiernie ważne, mamy możliwość zapoznać się z prelegentami przed festiwalem, dokonać porządny research i ustalić plan lub bezplan. Cieszy niebywale, że będzie masa naszych ludzi!
Nie rzuciliśmy pracy, nie odcięliśmy się od rodziny, nie podpisaliśmy paktu z diabłem, nie wymieniamy się partnerami, nie oddaliśmy swoich majątków dla guru i nie odprawiamy rytuałów do boga RA czy RE, czy jakiegokolwiek innego, choć czasem mam ochotę odtańczyć taniec pogody dla niektórych Lastowiczów, którym słonko na Malediwach nie dopisało 🙂 Nie uciekliśmy na Bali, choć jako doradcy podróży mogliśmy to uczynić setki razy. Otworzyliśmy serce na samych siebie i zobaczyliśmy jak mało się słuchamy, a jak bardzo słuchamy ocen świata zewnetrznego, który nie ma żadnego wpływu na nasze życie codzienne. Zorientowaliśmy się, że uciekaliśmy przed rzeczywistością, a teraz nawet nie jesteśmy zmęczeni mimo, że mamy niezłą przerwę od podróżowania. W końcu poczuliśmy potrzebę zbudowania domu i znalezienia naszego miejsca na ziemi. Znaleźliśmy SPOKÓJ!
Festiwal Wibracje z pewnością dał nam tego przysłowiowego kopniaka do wielkich, a jednocześnie małych zmian. Dał przepustkę do poznania ludzi, dzięki którym odkryliśmy zupełnie nowych siebie. Pokazał, że można się różnić na wiele sposobów, a bycie innym nie znaczy gorszym. Bycie prawdziwym jest tak kręcące, że mam ochotę wyć do księżyca i powiem Wam odważnie, że czasem to czynię 🙂 Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że zawsze myślałam, że jesteśmy otwarci na świat 🙂 zupełnie tak nie było! Byliśmy pozamykani w swoim świecie, a dziś otwarci na wszechświat, odliczamy dni do festiwalu, który na samą myśl przywołuje motyle w brzuchu, choć mam poczucie, że pływa w mym wnętrzu wibracyjny wieloryb przez cały rok. Dla niektórych zamknęliśmy drzwi, bo granice są ważne, a tkwienie w energii, która z nami nie gra jest formą okropnej niewygody. Głośno mówimy temu NIE. Nie ma tu żadnego guru, narkotycznego naparu. Ćpiemy radość życia z naszymi bratnimi duszami, którym nic nie musimy udowadniać i to jest genialne! Czynimy festiwal z naszego istnienia, bo tak nam tu dobrze, a przeniesienie tej perspektywy na życie codzienne dało nam wolność tworzenia, niesamowitą kreatywność, sprawczości jakiej nigdy nie doświadczyliśmy i granice, które musieliśmy postawić.
Genialne jest to, że spotykamy tu też Was! Ile przegadaliśmy wspólnych godzin, a czasem dni i nocy! Coś niesamowitego, jaką przestrzeń do bycia razem poza światem wirtualnym daje nam ten festiwal. Był taki rok, kiedy miałam tych spotkań dość 🙂 bo integracja tego co działo się we mnie była wybitnie aktywna. Introwertyczka walczyła z ekstrawertyczką, a to istna wojna światów! Dziś jestem na Was gotowa!


A oto mała ściąga, co warto zabrać na festiwal, aby czuć większy komfort i spokój wibracji. To przedmioty, które przydadzą się zarówno pod namiotem jak i na polu kamperowym, czy jakimkolwiek campingu w Polsce czy na świecie.
techniczne:
- power bank
- akumulatory
- latarka nagłowna
- latarka do namiotu
- odstraszacze na komary
- zmiotka i szufelka jeśli lubisz porządek
- kocyki trawiaste z podbitką na mokrą trawę
- leżaki rozkładane
- stoliczek turystyczny
- sztućce
- zbiornik na wodę
- miska na brudne naczynia
- butla gazowa (jeśli dozwolona)
- mokre chusteczki
- kalosze
- lusterko
- klapki pod prysznic
- kosmetyczka z haczykiem pod prysznic
- garnek
- gąbka do mycia naczyń
- płyn do naczyń
- stopery do uszu
- śpiworek
- poduszka
- ciepłe skarpety bo w nocy bywa zimno
- parasol od deszczu czy od słońca
- podstawowa apteczka choć punkt medyczny jest do dyspozycji
klimat:
- światełka kolorowe
- kula disco co się błysko
- karty jeśli potrzebujesz zagrać lub powróżyć
- kadzidła, szałwia, świeczki z zachowaniem rozsądku 😉
- oznaczenie namiotu bywa zbawienne w labiryncie jednakowych z Decathlonu
- instrumenty muzyczne
jedzenie:
- przekąski suche
- jedzenie, które wytrzyma w wysokich temperaturach i nie wymaga lodówki
- ciasteczka do kawki
- kawa/herbata
- cukier
- sól/pieprz
- chrupkie pieczywo
Zawsze zerkam w regulaminy festiwali, bo jest tam masa odpowiedzi na pytania, które na forach czy grupach festiwali pojawiają się nieustannie. Wskakuję, czytam i mam odpowiedzi bez tracenia cennego czasu. Są zakazane przedmioty (te powyżej nie pasują do każdego wydarzenia), są zasady, są kwestie, które warto znać.

Na terenie festiwalu są strefy gastro z jedzeniem wegańskim, zdrowym, jakościowym. Jest też kawa i herbata, soki czy lemoniady. Pamietam pyszne pierogi z jagodami i jakoś mi się ich dziś zachciało.

FORMY PŁATNOŚCI:
Z racji braku zasięgu rekomendujemy gotówkę i to w drobnych nominałach. Karty płatnicze oczywiście również dostępne, ale użyjesz jak terminal będzie miał dobry dzień. Lepiej być gotowym niż umrzeć z pragnienia czy głodu, bo do najbliższego sklepu nie dojdziesz tak sprytnie piechotą. Trzeba ruszyć auto, a to nie będzie łatwa sztuka przy tym tłumie i niekiedy upale.
JAK SIĘ ODNALEŹĆ W TEJ PRZESTRZENI?
Spacer po terenie da Ci jasny pogląd na temat. Mapa będzie pomocna, gdy przybywasz tu po raz pierwszy. Potem trafiasz do miejsc z zamkniętymi oczami.

PARKING:
Parkingi to troszkę słaby punkt programu i mówię to otwarcie. Szmat drogi do przejścia z parkingu do strefy namiotowej czy kamperowej. Polecam wózek plażowy czy ogrodowy, którym sprawnie przewieziesz na kilka razy cały dobytek festiwalowy. Nastaw się na porządny wysiłek, bo góra, którą nazwaliśmy przewrotnie Golgotą, nie wspiera głodnych festiwalu przybyszy. Nie podjedziesz autem pod namiot, choćbyś był ambasadorem Wibracji 😉 wiem co mówię i już ćwiczę w myślach. Pomocna w tym niezmiennie joga kundalini, której praktyka jupiter krija sprawiła, że wchodzę na Golgotę i powtarzam w myślach, dasz radę, twoja głowa jest silniejsza od ciała 😉 to działa, nawet jak nie chodzisz na siłownię, a jedyny sport jaki uprawiasz to zjazd po ruchomych schodach czy kładkach na lotnisku.
ŻYCIE W SPOŁECZEŃSTWIE:
Festiwal to wspólnota, to współgranie, to nie samolubne i egoistyczne bycie po swojemu. Tu zwracasz uwagę na sąsiada, tu pomagasz bez interesu, dbasz o otoczenie, o jakość, nie przechodzisz obojętnie gdy ktoś potrzebuje Twojej uwagi. Jesteś obecny w pełnym tego słowa znaczeniu. Szanujesz fakt, że jesteśmy tu razem, że są strefy, że są takie gdzie ktoś chce ciszy i spokoju, a również takie gdzie bąbelki mogą szaleć do woli. Nie bez powodu stworzono strefy namiotowe dla rodzin. To, że Ty nie śpisz o 4 rano nie znaczy, że sąsiad musi wstawać na poranne medytacje i słuchać Twojego OHMMMMMMM. Bądź człowiekiem takim przyzwoitym z jakim można przetańczyć całą noc. Sprzątaj po sobie, choć tego przypominać nie muszę, bo powiem Wam, że to jeden z nielicznych festiwali gdzie jest porządek. Czasem braknie ciepłej wody, czasem toaleta nie pachnie świeżością, ale tak już na festiwalach jest i nie liczymy na kosmetyki Rituals niczym w 5 gwiazdkowym hotelu. Liczymy na to, że zostawisz po sobie porządek, tyle i aż tyle. Pytaj o granice drugiego człowieka i mów otwarcie o swoich to pozwala uniknąć niedopowiedzeń. W tym środowisku mówienie o potrzebach to nie wstyd , to oznaka dojrzałości emocjonalnej.
Wibracje to nie jest lekarstwo na szczęście, to nie jest droga do zbawienia, czy przebudzenia. Festiwal Wibracje to idealna okazja do zobaczenia siebie w kalejdoskopie momentów, które potrafią nadać kierunek i zmotywować do pięknych zmian. Festiwal Wibracje może być też idealną okazją do doświadczenia LATA w pięknej Polsce nie doszukując się duchowego wzrostu. Możesz sobie tu po prostu BYĆ i posiedzieć na zielonej trawie, gdzie co jakiś czas przebiegnie jednorożec w duecie z wielorybem.

Dałam się nabrać w życiu nie raz 🙂 i to była wspaniała lekcja uważności w tym przebodźcowanym świecie. Może Wy już nie musicie? Ostatnie bilety czekają na Wibracjuszy!
No to co? Z kim zawibrujemy w tym roku do rytmu LATA? Dawajcie znaka, czynimy zbiórki towarzyskie. Do zobaczenia!
Wspominki:
Była też konkretna dawka relacji i postów, kto miał zobaczyć to zobaczył.


